XI Targi Ślubne Weselnik – Gdańsk

WESELNIK2014_06

Minął właśnie tydzień od targów ślubnych w Gdańsku. W tym krótkim tekście chciałbym przedstawić swoją opinię na temat imprezy, opinie par, z którymi spotkałem się po targach i wrażenia znajomych, którzy również zainwestowali w wystawienie się na weselniku.

W swojej karierze spędziłem wiele tygodni na różnorodnych imprezach wystawienniczych w całej Europie, zawsze jako wystawca. Lubię takie wyjazdy, gdyż jest to świetna okazja na poznanie kolegów po fachu, spawdzenie poziomu konkurencji oraz spotkanie się z potencjalnymi klientami. Po to są targi – ja się wystawiam, ty – kliencie, przechodzisz i oglądasz. Tak zostałem nauczony i tak to odbywa się to na większości imprez, niestety nie podczas targów Weselnik.
Najbardziej denerwującą mnie rzeczą była ilość ”ulotkarzy” – ludzi wciskających na siłę broszury. Zrobiłem mały test – zaprosiłem moich rodziców, żeby mnie odwiedzili. Gdy doszli do mojego stanowiska (kilka metrów od wejścia), zostali po drodze „obdarowani” 3 reklamówkami i kilogramem ulotek. Zaznaczam, że przyszli mnie odwiedzić a nie szukać podwykonawców. Zauważyłem, że ulotkarze dzielą się oni na dwa typy:

    “Lisek chytrusek” – szanowny ”ulotkarz” nie ma stoiska na targach. Kupuje bilet wstępu (bądź przeciska się w tłumie), jest wyposażony w plecak ze swoimi ulotkami, ustawia się pod najładniejszym stoiskiem związanym z jego branżą i odstrasza Klientów swoją wątpliwej jakości makulaturą. Jest bardzo dumny ze swojego sprytu, nie dość, że zaoszczędził, to jeszcze nawcina się tortu.
      “Pies ogrodnika” – rozstawia po całych targach “swoich ludzi”, którzy kolportują jego materiały promocyjne. Jest to wyższe stadium ewolucji ulotkarza, gdyż ten gatunek ma wykupione miejsce na targach i tylko zagarnia klientów do siebie. Taktyka przypomina turecki bazar.

 

    Jaki jest sens mojego wystawienia się, projektowania unikalnej zabudowy, skoro przed moim stoiskiem stoją 4 osoby, które odwracają uwagę moich potencjalnych klientów od tego, co ja mam do zaoferowania?

Kolejną rzeczą jest niemiłosierny hałas – targi jest to miejsce na spotkanie usługodawców z potencjalnymi klientami – jaki jest tego sens, skoro w najdalszym kącie od sceny nie da się rozmawiać? Czy targi są miejscem, aby przejść wszystkie alejki, dostać tonę ulotek i wyjść?
We wtorek, po targach spotkałem się z parą, która była na targach, okazało się, że mojego stoiska nie udało im się dojść, że poczuli się tak przytłoczeni, że szybko wyszli…

Mimo ogromnego braku profesjonalizmu ze strony organizatorów oraz ogólnego braku kultury niektórych przedstawicieli naszej branży. Jestem zadowolony, ponieważ pomimo przeszkód udało mi się porozmawiać z wieloma fantastycznymi ludźmi – potencjalnymi klientami oraz kolegami po fachu. Poznałem opinie i przemyślenia ludzi na żywo, a to jest dużo więcej warte niż „wydumane” komentarze w internecie.
Wszystkim tłumaczę, że fotografia jest moją pasją, dlatego też całą działalność prowadzę sam – od robienia zdjęć po przygotowywanie albumów. Nie podpisuję umów na terminy, które mam zajęte i nie podzlecam zadań innym fotografom. Niczego nie narzucam i nie wciskam swojej oferty każdemu kto koło mnie przechodzi.
Jest masa innych rzeczy, na których komentowanie szkoda mi czasu. Domyślam się, że zorganizowanie tak dużej imprezy nie jest łatwe, ale gdy ma się już 11-letnie doświadczenie w zarządzeniu tak dużym eventem, wymagam, aby podstawowe problemy zniknęły, a nie powtarzały się z roku na rok.
Gdy tak dalej pójdzie, targi Weselnik na zawsze zostaną owiane legendą „tych głośnych i męczących targów, na które przychodzi się po ulotki i szybko wychodzi”.

Niestety moja obecność podczas przyszłorocznych targów stoi pod znakiem zapytania. Z jednej strony szkoda mi tych kilku par, które mnie wypatrzyły, szkoda mi tych długich rozmów z przyjaciółmi (i zdartego gardła jednocześnie). Nie można jednak pozwolić, aby temat ślubny bił kiczem po oczach i traktowany był jako zło koniecznie.
Bardzo chciałbym zobaczyć jak inni organizują targi ślubne – dlatego zarezerwoałem dzisiaj lot do Londynu . Pod koniec Lutego zdam relację z The National Wedding Show, który wydaje mi się podchodzić do tematyki targów znacznie bardziej profesjonalnie.